Ubrać się na ślub to dla mnie spore wyzwanie, bo nie chcę wchodzić w klimat satynowych bolerek i śmiesznych ozdób przy sukienkach, dlatego poszukiwania sukienki na tę okazję rozpoczęłam jakiś czas temu i mój wybór padł na tę. Co prawda jest czarna (niby to źle), ale za to z mnóstwem malutkich kokardek i cudnie rozkloszowana (wiruje w tańcu), jakby wyjęta z filmu "Cry baby".
Czułam się niemal jak Allison u boku Wade'a, z tym że nie spotkałam Johnny'ego Deppa nigdzie.



buty: deichmann;
torebka: siostry;
bransoleta: rossmann