1. To są te buty, których wcześniej na zdjęciach nie było widać. Chodzę w nich non stop i niemal wielbię pod niebiosa.
2. Podobne uczucia żywię do kolczyków, które mam od wczoraj. Ładne są.
Dzięki mojej Mamie i maszynie do szycia połączonych z marudzeniem mej skromnej osoby maltretowane dżinsy z tego posta doczekały się drugiego życia. Rozjaśnione maksymalnie z resztkami koloru gdzieniegdzie przypominają co prawda brudne białe spodnie, ale ja wiem swoje. Drugą szansę dostało też jeszcze kilka par. Reaktywowałam również buty, które kurzyły się w domu moich Rodziców. I siebie reaktywowałam.
Prawdę mówiąc chciałam pochwalić się nowymi butami, aczkolwiek Biszkopt nie był w nastroju, który pozwoliłby mu dać nam szanse na zrobienie fotek, toteż pozostały mi zdjęcia na tle drzwi. Oczywiście obuwie zaciemnione, ale zaręczam, że ładne.
Mam chyba jakiegoś dziwnego fioła na punkcie Hummerów, uwielbiam patrzeć na te samochody, chociaż nie chciałabym takiego mieć w garażu. Ale w szafie? Czemu nie, tym bardziej, że ostatnio znalazłam koszulkę z H2 w jednym z secondhandów. Sesesese...!
kurtka, koszulka: sh;
spódnica: new yorker;
trampki, torba, piny: house.